Czwarta nad ranem

Jesteśmy jak to Stare Dobre Małżeństwo, które o tej godzinie śpiewało cicho Bluesa, by nie zbudzić sąsiadów. Wszystko o sobie wiemy, przeszliśmy razem przez tak wiele, że nic nie jest w stanie już nas zadziwić. Myślimy już nawet podobnie i w tym samym czasie sięgamy po telefon, żeby się ze sobą skontaktować. On śpi teraz obok i oddycha miarowo. Między nami Ona – najpiękniejszy kilkutygodniowy prezent jaki mógł nam dać los. Po ciężkim dniu w pracy nie śpię, pora karmienia. Za kilka godzin rozpocznie się kolejny trudny dzień, ratowanie sytuacji z pozoru beznadziejnych. Pewnie nastawiłabym czajnik, ten co „świruje na gazie” i napiła się kawy, ale w salonie w pobliżu kuchni śpią Dziadkowie tego kochanego Brzdąca, nie chciałabym zbudzić ich po wielu godzinach kołysania, dokarmiania dziecka (i dorosłych!), zmiany pieluch i czytania książeczek o biedroneczka, kwiatuszkach i niedźwiadkach. Dziadkowie – to chyba najlepsza instytucja, jaką można było wymyślić. Dziękujemy Wam Kochani za te odwiedziny!

Adwokat to też człowiek, w co czasem, w sensie fizycznym, wątpiłam wychodząc z Kancelarii po dwudziestu godzinach ślęczenia nad czymś niecierpiącym zwłoki, ale co zawsze stanowiło moją maksymę jako miarę uczciwości; jeśli wieczorem spoglądając w lustro wciąż uśmiecham się do siebie, pozostaję spokojna, że nadal w pierwszej kolejności jestem człowiekiem (muszę być jednak z Wami szczera – kiedyś w sądzie strona przeciwna mojego Klienta poddała to w wątpliwość, gdy wygraliśmy w sprawie wydawać by się mogło z góry skazanej na niepowodzenie; to są te przyjemne strony tego zawodu).  Obecnie ta prawda nabiera dla mnie innego znaczenia. Adwokat – kobieta, ta maszyna, która choć drobna i niepozorna stanowi tarczę dla Klienta, gdy wchodzi z nim na salę sądową lub zasiada do stołu negocjacyjnego; ten tur, który w imię dobrego interesu Klienta ciśnie się oknem, gdy wyrzucili go drzwiami; ten cyborg, który po nieprzespanej nocy wciąż błyska elokwencją i ciętymi ripostami – po godzinach, między wysłaniem maila a odebraniem telefonu… rodzi dziecko. I nagle, tak jakby świat wokół się zatrzymał, gdy mam Ją w ramionach i próbuję utulić w płaczu.

Na studiach powiedziano mi, że prawnik to nie jest zawód dla kobiety. Teraz po wielu latach dementuję to stwierdzenie, które przypominałam sobie czasem, gdy brakowało już sił. Może gdzieś w tej internetowej przestrzeni publicznej jest jakaś młoda kobieta, która się zastanawia, czy można to jakoś wszystko pogodzić (przecież, jeśli się nie mylę, serialowe Magda M, Chyłka i Agata nie miały dzieci, prawda?). I co myślę w pierwszej chwili? Dziewczyno uciekaj, daj spokój! Znajdź jakąś dobrze płatną pracę „od-do” w korporacji i spędzaj wolne wieczory na wychodzeniu do kina a nie myśleniu nad odpowiednią konstrukcją zdania w jakimś kontrakcie mającym zabezpieczać interes Klienta. Ale jeśli ta młoda dziewczyna marzy o dumnej czarnej todze z zielonym żabotem, poczuciu spełnienia, gdy mową końcową przekonało się skład sędziowski do swojego stanowiska, radości z zadowolenia Klienta, który po zakończonej sprawie spontanicznie obejmuje cię w pasie i serdecznie ściska – niechaj się nie trwoży, bo zaręczam, że da radę. To może nie jest droga usłana różami (raczej kręta ścieżka dla wytrwałych), ale to, co zdobywa się w trudzie, lepiej smakuje. Tak jak powrót z wygranej sprawy do domu, do Maleństwa stęsknionego za swoją mamą.

Nie wiem tylko jak skomentowałby to mój Mąż, który całymi dniami pracuje, a pomimo tego ogarnia sprawy domowe, w tym zakupy, gdy kończę jakąś arcyważną umowę lub piszę jakieś piękne procesowe pismo (na marginesie – zachodzę w głowę jak to się dzieje, że ten proszek do prania, który milion lat temu kupiłam do domu, wciąż jeszcze się nie skończył…). Wszak dziś Dziadkowie wracają do siebie i zostajemy sami z tym małym Dziabągiem na pokładzie.

„…już piąta. Może sen przyjdzie…”? Ona wierzga już nóżkami i macha rączkami. Najpierw zatem słodkie obowiązki. Kolejna pora karmienia.

 

Aleksandra Dyja

Człowiek – Kobieta – Adwokat

Obraz Andreas Wohlfahrt z Pixabay